CO W NOSIE KRĘCI

Wpisy

  • niedziela, 27 maja 2018
    • Muchy w nosie - spóźniona edycja kwiecień 2018

      Royal Crown Azimuth - w pierwszym rzucie poczułam podmuch Calone i już chciałam lecieć toto zmyć, gdy wtem! Zapachniało pyrazynami, ziemistością, mąką i orzechem, jak zaczyn na ciężkie, wytrawne ciasto ukorzeniające.

      Beaufort London Fathom V - co za fenomenalny zapach. Nigdy w żadnych perfumach nie czułam tak realnych kwiatów. Skład mówi o lilii, ja czuję bez, taki bez udziwniania, na krzaku. Nic dziwnego, bo profil zapachowy oba kwiaty maja podobny. I tak jak zazwyczaj wszystkie kwiatowce, które mają naśladować realny kwiat robią mi źle, bo są nieudolne, tak tu uchwycono ŻYCIE rośliny idealnie. Macham ręką i oglądam się, skąd powiał ten wiatr, gdzie te krzewy i gdzie ta pora dnia matki zimą. Nie ma, a jest, realna, prawie namacalna, niesiona wiatrem z solą, nadmorskim, bryzą, która orzeźwia. I wszystko jest solidnie zakorzenione, nie odlatuje, ma mocną bazę i długo trzyma się skóry - w rześkim stanie, nie blaknąc i nie przechodząc w stany ciepłe i podczerwone. O takie zapachy z nutą świeżą nic nie robiłam!

      Les Liquides Imaginaires Fleuve Tendre - bardzo przyjemny zapach. Róża jest czysta jak dźwięk szklanego dzwonka, szafran w ilości, która nie robi krzywdy, a wszystko przyprósza mgiełka kardamonu, łagodząc krawędzie. Jest tu szlachetność i optymizm, jest soczystość i promienna słodycz. Perfumy te przypominają mi wszystko co dobre w Cartier Declaration - tylko jeden stopień polerki wyżej.

      Gabriella Chieffo Lattedoro - Początkowo jest niebiański, kokosowe mleko przełamane imbirem i innymi przyprawami, potem robi się trochę za słodki i zbyt przypalony na mojej skórze, za dużo wanilii. Miłości z tego nie będzie.

      Memo Tamarindo - nie dajcie się zwieść, w składzie nie ma tamaryndowca. Za to jest ananas. Bardzo słodki, tropikalny i orientalny zapach, trochę jak owoce w syropie z puszki, początkowo mnie oczarował, w teście ogólnym jest niestety syntetycznawy. Niemniej nosi się przyjemnie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Muchy w nosie - spóźniona edycja kwiecień 2018”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      elve
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 maja 2018 13:10
  • wtorek, 03 października 2017
    • Widian - Velvet Collection: Delma, Liwa

      Widian to perfumy ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich pomyślane i skrojone dla zachodniego odbiorcy. Mamy więc zmyślny miks orientalnych składników i europejskiej powściągliwości, w wyniku którego powstały perfumy wystarczająco obfite i odpowiednio grzeczne. Z jakim efektem? Bywa różnie, o czym napiszę na podstawie dwóch zapachów: Delma (wyspa, nie mylić z margaryną) i Liwa.

       

      widian_14900206560967

      Na mój nos w Delmie coś poszło nie tak. Spodziewałam się kwiatów i owoców, ale jednak suchszych i przewianych - znajdujemy się bowiem na wyspie, ale jednak w strefie podzwrotnikowej. Tymczasem wiatru i pustyni nie widać, choć oko wykol, drzewna baza również niestety zginęła w kwiatowo-owocowym sosie, który pokrywa syropowatą, żrącą kołderką dokładnie wszystko. O gwajaku i galbanum przez pierwszą godzinę mogę sobie co najwyżej poczytać. Na Fragrantice przeczytacie o dominującej nucie pianki marshmallow, ale dla mnie ta lepiąca się słodkość nie ma nic wspólnego z delikatnością pianki. Po jakimś czasie spod tej masy zaczynają wystawać kawałki drewna, jednak do końca zapach pozostaje drapiącym w gardle, rozbuchanym soczkiem, który jedną nogą tkwi w latach osiemdziesiątych. Być może wąchany jako powiew jest przyjemniejszy, niż bezpośrednio ze skóry, bo wywołuje zachwyty.

      Trwałość, wysycenie i projekcja bardzo dobre, jest ogon.

       

      widian_14905077620948

      Liwa nie budzi natomiast żadnych wątpliwości - to kompozycja udana, równie jak Delma bogata, ale jednak bez porównania bardziej noszalna i elegancka. Nie znajdziesz tu ani olejkowej róży, ani acetonowego jaśminu - kwiaty wyciśnięto z orientu i zostawiono tylko proste, suche, czyste i architektoniczne linie, by zrobić z nich przestronny gmach. Potem tę przestrzeń wypełniono dymem - początkowo jest gorący i pełen czerwonych iskier, stopniowo stygnie do błękitnej mgiełki, niemal ozonowej. To niemal robi tu jednak kolosalną różnicę, możecie wierzyć osobie, która jest na bakier w nutami oceanicznymi i powietrznymi. Kiedy wydaje się, że molekuł nie da się już bardziej rozrzedzić bez "znikania" zapachu, ten zestaw otwiera się jeszcze bardziej, i przenicowuje, ukazując półmatową, gładką podszewkę. W tym tajemniczym miejscu, ukryta pod pozorem chłodu, mieszka cała promienność bazy Liwy, ciepłej i pulsującej jak życie.

      Trwałość i wysycenie wspaniałe. Podobnie jak projekcja.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      elve
      Czas publikacji:
      wtorek, 03 października 2017 20:36
  • czwartek, 07 września 2017
  • wtorek, 15 grudnia 2015