Menu

CO W NOSIE KRĘCI

Blog o perfumach

Człowieka nachodzi, czyli wtem o Kilianach trzech

elve

Człowiek od miesiąca nic nie napisał, bo nie ma kiedy (nie ma kiedy nawet pracować, a co dopiero pisać!), ale, jak w tytule, wtem ma ochotę sobie ulać o zestawie Perfume as an Art by Kilian. Po raz n-ty: propsy za bezczelność, jeśli chodzi o nazwę tego tryptyku. Wiadomo, idzie bardziej o oprawę wizualną (zapachy zestawiono z grafikami autorstwa Sophie Matisse - bezpretensjonalnymi, pełnymi kolorów i ruchu), a że rysunki były inspirowane zapachami, w obu przypadkach mamy do czynienia ze sztuką tak lekką, że nazwałabym to prędzej dezajnem. Wzornictwo nie jest niczym złym, podobnie jak rzemiosło i nie rozumiem tych ciągłych prób aspirowania do sztuki. Te trzy zapachy sztuką nie są. Mimo to bardzo przyjemnie nosi mi się dwa z nich.

paaa_by_kilian

Straight to Heaven Splash of Lemon ma kręgosłup klasyka, i ciało niby też, ale jest to ciało silnie zmienione przez operacje plastyczne i godziny spędzone na siłowni, a także niezdrowy tryb życia. Bardzo lubię oryginał Straight to Heaven, więc ta wariacja także jest akceptowalna, mimo że piękno zostało w niej zastąpione rodzajem prymitywnej atrakcyjności. Cytryna i rum idą tu w nietrzeźwe tango, może bez finezji, ale z rozmachem.

Good girl gone Bad Splash of Neroli has gone bad, podobnie jak pierwowzór. Być może tytułowy splash of neroli mógłby coś tu uratować, ale niestety właściwie go nie odnotowuję (a wiecie, że na tę nutę jestem pozytywnie uczulona).

Nieco gorzkiej pomarańczy udało się przemycić w Bamboo Harmony. Jego żółta wibracja w tym wydaniu przechodzi w zieleń rozbieloną nieubłaganie czystą nutą mydła. Nadal jest to całkiem udany zapach na lato.

© CO W NOSIE KRĘCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci