Menu

CO W NOSIE KRĘCI

Blog o perfumach

Au Pays de la Fleur d'Oranger Neroli Oud, Eau de Madeleine, Etat Libre d'Orange Remarkable People, Marquis de Sade, True Lust

elve

Au Pays de la Fleur d'Oranger Eau de Madeleine — ósmy zapach z kolekcji Les Inedites, wyłamujący się z dotychczasowego pomysłu (według którego każda kompozycja była poświęcona jednej nucie). Eau de Madaleine nazwą nie nawiązuje do żadego z klasycznych składników perfum, choć w samym tonie bardzo do tradycyjnej sztuki perfumiarskiej nawiązuje. Głowa jest pełna świeżych ziół i cytrusów, szybko ustępującym miejsca nieco nieskładnej mieszaninie skóry i kadzidła. Całość jest dość słodka, jak wnętrze torebki, w której zgniotły pudrowe cukierki. Samo kadzidło - które jest chyba glównym tematem kompozycji - przypomina to z Messe de Minuit, ale brakuje mu tego charakterystycznego, romańskiego chłodu podziemnej kruchty. To raczej kadzidło nieco zwietrzałe i sprażone słońcem.

Au Pays de la Fleur d'Oranger Neroli Oud — połączenie oud i neroli wydawało mi się nieco karkołomną ideą, ale producenci wybrnęli z twarzą, jednak nie w sposób, który bym podejrzewała - bowiem stawiałabym na wydobycie najbardziej cielesnego aspektu neroli, wyraziście brzmiącego w kwiecie pomarańczy, i skoligacenia go ze zmysłową strona oudu. Tymczasem neroli brzmi tak jak zazwyczaj, czyli głównie zielono i kwiatowo, z lekką nuta octanową (to jaśmin), która wydaje mi się nie na miejscu. Składniki oud - toczone grzybem drewno, pewna smolistość - na chwilę ustępują świergotowi neroli, ale potem łagodnie obejmują przewodnictwo, a neroli dziwnie zaokrągla całość.

Etat Libre d'Orange True Lust — miks Putain des Palaces i Dangerous Compliciyty dający w efekcie dość klasyczny, fiołkowy efekt, ale z dużą głośnością, podobną do tej z fioletowo-czarnego monstrum Johna Galliano. Pudrowemu i suchemu zazwyczaj fiołkowi tu udało się rozwinąć w pełen owoc, może niezbyt soczysty, ale ładny, z cienką, aksamitną skórką. Całość świetnie współgra mi z długimi rzęsami i wysokim noszeniem głowy.

Etat Libre d'Orange Remarkable People to póki co jedyna tegoroczna premiera ELd'O w pełnym tego słowa znaczeniu (True Lust jest mieszanką a Marquis de Sade to po prostu przepakowane Fils de Dieu). Pachnie jak ananas, kropka. Bardzo podoba mi się pachnienie ananasem, nic więcej nie trzeba.

Marquis de Sade (Fils de Dieu) — napiszę, bo do tej pory nie było okazji. W głowie uderza nuta pieczonego - chleba, orzechów... trochę ziemista i dusząca, jakby pyrazynowa. Jak to się dzieje, że ten dziwny przecież akord rozpuszcza się w smakowite, orzeźwiające, zielonkawe fale shiso i kardamonu - nie wiem, wiem tylko, że łącznikiem jest parna i lekko duszna nuta ryżu. Całość wywołuje silne skojarzenia z dalekowschodnią kuchnią, gorącą w skwar, oczyszczającą, pełną egoztycznych połączeń. Z Markizem de Sade nie ma to nic wspólnego.

© CO W NOSIE KRĘCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci