Menu

CO W NOSIE KRĘCI

Blog o perfumach

Room 1015 Atramental, Blomma Cult, Electric Wood

elve

Tytułem wstępu: tak, wiem, rzadko piszę. Powiem krótko: moje życie przewróciło się ostatnio do góry nogami i dopiero powoli krzepnie w nowej formie. Trochę to jeszcze potrwa, zanim wrócę do dawnej (jako-takiej) regularności wpisów. Obiecuję, że bloga polskojęzycznego nie porzucę.

Kontynuując wątek premier na Esxence (o rany, to już dwa miesiące) dziś słów parę o debiucie w wykonaniu Michaela Martouche'a, znanego też jako Dr Mike. Aptekarz i muzyk, jeden z tych, w których nastąpiło przedziwne pomieszanie talentów, czemu często towarzyszy równie dziwne zaplątanie ścieżek życiowych. Ostatecznie dał wyraz swojej pasji w trzy-zapachowej kolekcji. Jak to się mówi, urzekła mnie jego historia, i to bez cynizmu - bo jest prawdziwa.

Kiedy odpalicie stronę http://room1015.com przywita was trzeszczenie winylowej płyty. Lubię ten dźwięk, choć zdecydowanie bardziej, kiedy rozbrzmiewa cicho, w tle. Zapachy Room 1015 są jak obecnie nagrywana muzyka: głośne w całym słyszalnym spektrum, przenikliwe i donośne. Można to lubić lub nie, ja wolę większe stonowanie, do tego stopnia, że ostatnio, kiedy chcę coś lepiej usłyszeć, ściszam dźwięk. W perfumach jest podobnie, i tu mamy do czynienia z modnym obecnie sposobem nagrania.

atramental


Atramental
jest najciemniejszym zapachem z trójki i bardzo dopracowanym. Nazwa trafia w punkt, w głowie czuję wyraźny zapach chińskiego tuszu do kreślenia: gęsty, oczadzający, chłodny i nieprzejrzysty jak czarne mleko. Początkowo słychać wyraźny, koloński kontrapunkt, który jednak nie rozprasza ciemności, czyni ją jedynie bardziej obcą, nieprzyjazną, jednocześnie wskazując kierunek - jak gwizdek portowy we mgle. Analogia portowa nie bierze się znikąd: w sercu Atramental rozlewa się nuta wodna, magicznie skoligacona z obłędnie trwałym akordem szafranowym. Czuję się, jakby wiatr nagle rozproszył opary, i wąski słup światła z latarni morskiej trafia mnie prosto w oko, niemal boleśnie. Potem zostaje już tylko chwiejne odbicie nocnej latarni w kałuży, niespokojnie lizanej sztormowym wiatrem.

blomma_cult


Blomma Cult
to elektryczny fiołek. Początkowo nic go nie zapowiada, zapach mieni się nutami drzewnymi i cynamonem, ma nawet fazę poszarpaną, rozdartą jak stare dżinsy na kolanach. Głowa jest soczysta, ale nie jak owoc, lecz napój izotoniczny - na wskroś technologiczna, zaspokajająca pragnienie w sposób komputerowo zaprogramowany, optymalny, oczywiście nienaturalny. Po kilku minutach kompozycja zwalnia tempo, odpoczywa, a może buduje napięcie? Robi się zgrzytliwie i trochę ciężko. Dopiero po takim preludium pojawiają się chłodne, nieco odrealnione nuty fiołka, i cała kompozycja oczyszcza się, ogołaca do dwóch-trzech instrumentów: pojawia się burdonowe piżmo i czysta jak brzmienie fletu frakcja paczuli. Finału się nie doczekacie, ta melodia po prostu powoli cichnie.

electric_wood


Electric Wood
- dla mnie to raczej drewno marchewkowe! Czy da się zrobić podstrunnicę z marchwi? A może gryf ze sprasowanej ziemi, ziarnisty... a może to tylko olej marchewkowy do pielęgnacji drewna, bo zaraz się wyciera i spod spodu przeziera coś bardzo ciemnego i wcale nie lakierowanego. Gra na takiej gitarze grozi drzazgami w opuszkach, twórczością bolesną. Komu ręka omdlewała z wysiłku od dociskania, żeby nic nie brzęczało, ten wie, o czym mówię. Są gitary, na których gra się samo, i ta, stopniowo wygładzana latami ćwiczeń też łagodnieje, korzenna ziemistość powraca, ale w innej, mniej świeżej, słodszej odsłonie. Jednocześnie do głosu dochodzi słonawy wetiwer i dym, lekki, niemal przezroczysty, ale wyraźnie podwędzony. Razem z delikatną nutą irysową i jasnym drewnem tworzą akord kurzu podgrzewanego w starym, dobrym wzmacniaczu lampowym. Duża przyjemność!

 

© CO W NOSIE KRĘCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci