Menu

CO W NOSIE KRĘCI

Blog o perfumach

Franck Boclet zbiorczo

elve

O tej marce wielokrotnie już wzmiankowałam, opisałam też 4 kompozycje, które poznałam na Esxence 2014 (ostatecznie nic nie wspomniałam o Ambre, którą najwięcej nosiłam – no cóż, jest lutensowska w stylu). Pora na krótki opis całej reszty kolekcji (która w międzyczasie solidnie się rozbudowała).

Fir Balsam – jak sama nazwa wskazuje, perfumy są oparte na żywicy jodłowej. Początkowo słodkie i balsamiczne, z czasem pokazują bardziej dymną stronę, z gorzkawym niedopowiedzeniem. Jest takie miejsce w drewnie, które wydziela cierpki, żywy sok, i to miejsce udaje się Bocletowi osiągnąć. Tegoroczna premiera, jedna z pięciu. W sumie więc marka dorobiła się już 13 kompozycji.

Chypre – w zeszłym roku miałam wybór, czy wziąć na targach próbkę Ambry czy Szypru właśnie – wybrałam Ambrę, mocno lutensowską w odbiorze, a potem żal mi było Chypre. Dziś przypominam sobie, czemu. To zapach światła i wiosny, jednocześnie przypominający klasyczne kompozycje i wybiegający w przyszłość. Dużo kwiatu pomarańczy, i ładnie konwaliowego jaśminu, który dzięki solidnej bazie zamiast szaleć promieniuje powściągliwym pięknem.

Vanille – jest bardzo apetyczna, ze sporą domieszką maltolu – a więc kojarzy się z watą cukrową – a przy tym bardzo noszalna i nie mdląca dzięki dużej dawce cytryny. Troche jak cytrynowe ciasto, nosi się to radośnie, bezproblemowo i godzinami.

Tonka – siano, szczypta kakao i coś cytrusowego na wierzchu. W głębi czai się białe ziarno migdała. Jak na tonkę ta kompozycja jest soczysta, niemal ostra, nie rozmemłuje sie i nie rozpływa jak pasta.

Tobacco – tytoń z gatunku słodkich, trzymających się blisko bobu tonka i kumaryny, sienny. Kumaryna jest niebezpiecznym związkiem, potrafi oblepić i zadławić gęstą siecią aromatu, jednak w tobacco jest przejrzysta. Dość szybko wyłania się smakowita nuta tytoniu wiśniowego, chmura rozkoszy, którą czasm wyczuwam okół ludzi palących fajkę. Jest w tym jakieś cytrusowe światło i przestrzeń. Piękna rzecz.

Cedre – pachnie jak świeżo wyrżnięta szufladka z orzechów, słodko, niewinnie jak niemowlę. Wilgoć pierwszych nut jest naprawdę rozkoszna, niestety nie daje się jej długo utrzymać, i suchość, która pojawia się chwilę później jest tak kontrastowa, że aż boli. Rozmaite znane mi cedry przyzwyczaiły mnie do nuty obierzyn kredkowych, tu jej nie ma, za to drewno jest jakieś takie lekko cyjankowe, żelaziste, trujące. Ten cedr rośnie blisko cisów.

Heliotrope – zapach narkozy przed operacją, senny i groźny. Dominuje gorzkawa i początkowo trochę octanowa nuta pestek. Tak jak we wszystkich Bocletach, nigdy i w żadnym wymiarze nie dochodzi do przedawkowania – stosunkowo prędko Heliotrope wpada w bardziej suche i fiołeczne rejony kwiatowe, rozświetla się. Heliotropy zazwyczaj są słodkie, i ten też jest.

Absinthe – jest oczywiście ziołowy i gorzki, nie może być inny. Jest też – co zaskakuje – leko mydlany i konopny. Myślałam, że akurat Boclet, elegancki przeciez i ciut sztywny, nie będzie w stanie tchnąć w Absinthe ducha „zielonej wróżki”, ale z przyjemnością stwierdzam, że się udało, zastępując ETOH THC. Przyjemnie buja.

© CO W NOSIE KRĘCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci