Menu

CO W NOSIE KRĘCI

Blog o perfumach

UNUM LAVS, Opus 1144, Rosa Nigra

elve

Na początku podzielę się z Wami czymś, co nie jest związane bezpośrednio z perfumami, ale co ma silny związek z moim życiem, i pewnie z życiem wielu czytelników i czytelniczek również. Mowa o muzyce. „Co w nosie kręci” nie jest jedynym blogiem, w którym piszę. W jednym z innych miejsc, gdzie zostawiam po sobie literowe ślady, mieliśmy taki pomysł, żeby pod lekturę proponować ścieżkę dźwiękową. Bardzo lubię takie połączenia, często wzajemnie się wzmacniające i wzbogacające przekaz, tak że staje się on czymś więcej, niż sumą części. Oto utwór, którego można posłuchać podczas pisania tego wpisu, a także później (bo jest długi). Polecam, szczególnie do wymagającej skupienia pracy:

https://soundcloud.com/ksas-pl/phase-c

UNUM to jedna z najciekawszych marek tegorocznego Esxence, która przyciągnęła mnie pierwszego dnia za sprawą prostego i surowego wystroju swojego stoiska. Zwróciłam uwagę szczególnie na solidne, fascynująco grube misy-liście wypalone z gliny jakby w otwartym palenisku, całe w najróżniejszych odcieniach zgliszczy.

unum1

Marki na targach perfumowych można podzielić z grubsza na dwie główne kategorie: te, które postanawiają na dzień dobry zarzucić zwiedzających obfitością, i proponują zapoznanie się na przykład z 12-składnikową kolekcją, czasem w dodatku nie oferując próbek, oraz te bardziej wstrzemięźliwe, bardziej pod sztandarem porządku, występujące ze skromną liczbą nowych zapachów, to jest od 1 do 3. Tym pierwszym firmom raczej dziękujemy, szczególnie opisanemu podtypowi, a UNUM szczęśliwie zalicza się do drugiej kategorii. Na Esxence miałam przyjemność poznać 3 perfumy marki, wszystkie bardzo dobre, w tym ocierające się o wybitność, wszystkie klasyczne już teraz.

Zacznę od tego o nazwie jednocześnie głęboko łacińskiej, ale i kojarzącej się z najsłynniejszym angielskim słowem na 4 litery. To słowo działa na mnie jak fala — porusza całym ciałem i mam ochotę się mu poddać. Nad zapachem jeszcze klika lat temu pewnie bym się nie zatrzymała, ale jakoś od tamtego czasu strumień kadzideł w ofercie marek niszowych przycichł a może nawet i lekko wysechł. Dawno nie wąchałam czegoś tak czysto i wiernie oddającego jedną z piękniejszych woni, jakie można na i przy sobie mieć. LAVS oscyluje na skraju niebezpiecznego uskoku, tuż obok głębi, z której unosi się i zaciska koścista ręka kardynała, okadzonego dymem na białą śmierć bezwzględnego ciemiężcy, człowieka na popiół przepalonego grzechem. Jest to miejsce, gdzie żar i lód spotykają się i stają jednym, nieznośnym bólem. LAVS ma jednak pewny chód, idzie blisko, zagląda w otchłań, ale w nią nie spada. Pozostaje chłodny, ale rzewny, nasycony lecz nigdy przytłaczający.

Trwałość bardzo dobra, ponad 10 godzin, duże wysycenie i emanacja.

Nuty: jaśmin, kardamon, czarny pieprz; elemi, kolendra, goździki, labdanum; opoponaks, palisander, ambra, mech dębowy, bób tonka;
Rok premiery: 2013;
Zamieszał: Filippo Sorcinelli.

unum31

Imię Rosa Nigra sugeruje mrok i ciężką jazdę po kolczastych drogach — i od razu powiem, że wywodzi w pole. Co prawda daleko temu zapachowi to róż jasnych i perlistych, jak choćby ostatnie dzieło Kurkdjiana, ale ciemności i smutku też tutaj nie doświadczysz. Jest za to esencja, różany narkotyk, gęsty sok wyciskany z leniwie dojrzewającej konfitury. Ile tu słońca! Ile światła poukrywanego w cieniach, załomach i zagłębieniach. Wspaniale odcienista jest ta róża, rozrysowana na tysiąc kolorów herbaty. Raczej rozgrzewająca, raczej z cytryną i cukrem, ale żaden ulepek, tylko magiczny eliksir na kaca po nieprzespanej nocy.

Trwałość bardzo dobra, ponad 10 godzin, średnie wysycenie i emanacja.

Nuty: anyż, bylica; frezja, sandałowiec, brzoskwinia; drewno kaszmirowe, ambra, piżmo, wanilia;
Rok premiery: 2015;
Zamieszał: Filippo Sorcinelli

Na koniec zostawiłam Opus 1144, bo to właśnie ta kompozycja ociera się o geniusz. Takich rzeczy nikt nie robi. I to nie: już nikt nie robi, chyba że mówimy o czasach, kiedy jeszcze nie interesowałam się perfumami, ile to będzie? 25 lat, ćwierć wieku, właśnie sobie to uświadomiłam. No więc nie wiem, co robiło się wcześniej, bo dawne perfumy albo mają ćwierć wieku i już niekoniecznie pachną tak jak kiedyś, albo są zużyte, czyli ich nie ma, a te, które są produkowane teraz mogą mieć, i prawdopodobnie mają, mocno zmienione składy. I nagle znikąd dostają w nos ciężką materią Opus 1144, które jest kompletnie z innego świata. Te cytrusy w głowie, żadne tam ulotne stworzenia, tylko grubasy rozsiadające się w przepaścistych fotelach, z których nie mają siły wstać do końca sztuki! Ten miałki puder irysa, ten pył kwiatowy unoszący się w złotym słupie. A wszystko osadzone na nieobrobionej, jakby łupanej nucie ambrowej — przełom jest czysty ale przypadkowy tym najpiękniejszym przypadkiem, jak zdarza się tylko w naturze.
Czy kojarzą mi się te perfumy z gotykiem? Tylko o tyle, o ile gotyk jest potężny. Ale już z przestronnością wnętrza katedry czy ze strzelistością wież Opus 1144  w moim odczuciu nie ma za dużo wspólnego. Bardziej widzę tu ogrom i łagodne, koliste łuki Hagi Sofii, z jej kolorowym pogodzeniem wielokulturowości. Jak na gotyk za dużo tu orientu. No chyba że jest to zapachowy raport z historii, w której wszystko poszło inaczej, w której obojczyki i żebra gotyku wznosiły się pod gorącym słońcem Afryki i Bliskiego Wschodu — wtedy zgoda.

Trwałość doskonała, ponad 12 godzin, ogromne wysycenie, duża emanacja.

Nuty: elemi, jaśmin, bergamotka, mandarynka; irys, orchidea, drewno kaszmirowe; białe piżmo, szara ambra, wanilia, skóra, sandałowiec, żywica benzoesowa;
Rok premiery: 2015;
Zamieszał: Filippo Sorcinelli.

© CO W NOSIE KRĘCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci