Menu

CO W NOSIE KRĘCI

Blog o perfumach

Zapachowa jesień

elve

Przyszła jesień, jak co roku - za każdym razem jednak jest to inna jesień, i przynosi inne refleksje i nastroje.

shot_1320587344398
Kiedyś była to moja ulubiona pora roku, nowy początek - właśnie ona, nie wiosna. Jesienią zawsze się zakochiwałam, napełniałam nadzieją.

Tym razem sama świadomość, że nadchodzi, była bardzo trudna. Tak bolesna, że uświadomiłam sobie, że dużo cięższa od samej jesieni jest końcówka lata. Poczucie, że oto odchodzi najlepsza pora roku, w jakimś sensie bezpowrotnie, bo jak wiadomo, już nigdy nie będzie takiego lata. To jest oczywiście nieprawda, natomiast owszem, już nigdy nie będzie TEGO lata.

A kiedy jesień wreszcie przyszła - kiedy zebrałam pierwsze grzyby, a pewnego chłodniejszego już wieczora ogrzałam się przy buzującym kominku - zrozumiałam, że nie będzie tak źle. Jesień po prostu jest - punktualna jak w zegarku, dziś w nocy nadciągnęła z silnym wiatrem i ścianą deszczu - i są na nią sposoby. Również te pachnące.

Oto moje typy na jesień 2014:

Christian Dior Dune - jeśli jest jakaś stała we Wszechświecie, to jest nią właśnie to, że jesienią będę nosić Dune - pamięć wysokiego słońca zagrzebana w białym piasku pośród czerwonych sosen, powleczona całunem pajęczych nitek.

Narciso Rodriguez Narciso - piżmo, przy którym nie sposób się nudzić, póki co najlepszy zapach tej jesieni jeśli chodzi o ofertę sieciówek. To nasączony estrogenami naszyjnik zrobiony z białego radiatora, wyśniony przez fizykę kwantową.

Hermes 24, Faubourg - wielki powrót jednego z klasyków mojej kolekcji - nasączone słońcem białe kwiaty tchną ciepłym powietrzem i dekadami dobrego traktowania. Europa Zachodnia w swoim najlepszym wydaniu, z dzikim kapitalizmem gdzieś daleko za horyzontem.

Tom Ford Sahara Noir - jedno z najbardziej zrównoważonych kadzideł, jakie znam - dokładnie pomiędzy gorącem a chłodem, okrągłe, bogate i bursztynowe. Słońce w znaku Wagi.

shot_1382787886694


CB I Hate Perfume Burning Leaves
- olejek, który po części umie mi zastąpić jesienny spływ i dostarcza na zawołanie zapach kurtki wędzonej dwa dni w dymie niskiego ogniska. Lubię jego ciepło - i to olfaktoryczne, i to dosłowne - bo kiedy spada na skórę, nie paruje, jak alkohol, więc nie czuje się chłodu. Idealna baza pod mieszanie z innymi zapachami, szczególnie z...

Le Labo Patchouli 24 - kolejnym moim zapachem wędrówkowym, wyprawowym. Kiedyś były to wypady w góry, teraz mamy mniej czasu, i eksplorujemy nasze nizinne rzeki. Nadal lubię kontrasty - dwa dni poza miastem przypominają mi, jak pachnie świat, i jak wyglądają żywi, nie-internetowi ludzie. W jakimś sensie te dymne perfumy sprzyjają spotkaniom - dokładnie tak, jak jesień.

Patchouli Noir Il Profumo - skoro już jesteśmy przy paczuli, to odgrzebuję kolejną weterankę mojej kolekcji, ulubione perfumy paczulowe - jednak zdecydowanie wolę wersję czarną od białej smukłości Forda. Choć nie jest to kompozycja szczególnie trwała - odbiega tu od mojego olejku paczulowego z Indii, który jest też od niej głębszy - ale ma pociągającą, szumną głowę i ciepłe, dobre serce.

Thierrry Mugler Angel Les Parfums de Cuir - przechodzę do perfum "pełnych darów", z którymi też kojarzę jesień. Angel Cuir ma tak naładowaną owocowym bogactwem głowę, że dla samej przyjemności tych pierwszych minut warto się w nim zanurzyć.

Z podobnych powodów do łask wraca Perfum d'Empire Aziyade - kiedy na zewnątrz wszystko jest systematycznie ogałacane, stygnące i smutne, ta pani wywija pirueta i mówi: ej, machnij ręką na to wszystko, zamknij drzwi na klucz, zasłoń okno, zobacz co tu mam. Ma dobry towar.

Kenzo Jungle Tigre - kolejne perfumy będące u mnie "od zawsze", które kilka lat stały nietknięte. Przecież szkoda. Po raz kolejny pojawia się wątek nagrzanych słońcem, bogatych owoców, tu jest to miękki cytrus- kumkwat. Zatem biorę i jem. Jest to, owszem, perełka, ale perły też dobrze jest pokazywać światu.

shot_1350823395686


Ostatnia propozycja na jesień to Estee Lauder Sensuous - w roli łącznika z zimą. Zupełnie inny typ ciepła, niż wszystkie opisywane powyżej - to już nie słońce, a drewno ogrzewa tę kompozycję, a więc inny jest również rodzaj bijącego od niej światła. Jest go znacznie mniej, ciepło nie jest drapieżne lecz powidoczne. Nadal uważam, że są to perfumy raczej niedoceniane, i nadal twierdzę, że jest to bestsmeller - prawdopodobnie dzięki jakiemuś innowacyjnemu syntetykowi pachnący dużo powyżej swojej ceny. Ostatnio Ktoś mi nawet powiedział, że pachnie dobrą niszą, i ja się z tym całkowicie zgadzam :)

© CO W NOSIE KRĘCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci