Menu

CO W NOSIE KRĘCI

Blog o perfumach

Montale Mango Manga

elve

mangoRzadko mam ochotę pisać o Montale - razi mnie nadprodukcja zapachów, szczególnie różnego rodzaju powtarzalnych oudów, nad których ilością nikt już chyba nie panuje. Tymczasem 7 lat temu - kiedy chyba ktoś jeszcze trzymał rękę na pulsie produkcji - wzięto na warsztat coś zupełnie innego, coś co bardzo lubię, i aktywnie szukam w perfumach - owoc mango. Kompozycja przez pięć lat obecna była wyłącznie na rynku japońskim, później poszerzono dystrybucję, a teraz w końcu trafiła do nas.

Czy pisałam już kiedyś, że uwielbiam mango? Podobnie jak ananasa, marakuję, i pewnie jeszcze kilka innych tropikalnych owoców, mniej niż wspomniane trzy dostępnych w Polsce. Wszystkie mają charakterystyczną nutę, którą ja sobie roboczo nazywam witaminą B - bo właśnie czymś takim w dużym, za dużym stężeniu zalatywały kiedyś przyjmowane przeze mnie tabletki, zdaje się, że miało to odstraszać komary... ale wróćmy do tematu.

mangozwis


Perfumiarze zdaje się szczególnie lubią mango zielone, jakby jeszcze niedojrzałe. Używał ich JC Ellena w swoim Jardin sur le Nil, i B. Duchaufour w rewelacyjnym Timbuktu (które, tupiąc, czeka na recenzję). Osobiście uwielbiam, kiedy owoc jest gotowy do spadnięcia z drzewa, nabrzmiały, ciężki od słońca. Z jego brudnożółtym miąższem nic nie jest w stanie się równać.

miąższ


I cieszę się, bo Montale właśnie takim mango się zajęło. Jest odtworzone bardzo udatnie, łącznie z charakterystyczną, terpentynową wonią skórki. A pod spodem - sama słodycz tropików, nagrzana, bujna i bardzo radosna. Dodatkowe efekty - lekkiej wytrawności, i abstrakcyjności - dodają nuty grejpfruta i czarnej porzeczki. Potem śmielej wchodzą kwiaty, ja czuję głównie kwiat pomarańczy i trochę jaśminu, ale również delikatnie daje o sobie znać pikantne, bogate ylang-ylang. Pod spodem znajduję słodkie, nie za suche drewno, lekkie i dość kremowe. Nie jest to z pewnością oud znany z tak wielu montalowych mieszanek. Całość jest cudowna, zachwycająca, zawracająca w głowie. Słodka, owocowa i przy tym wszystkim oryginalna. Niemożliwe? A jednak ktoś to zrobił.

montale mango mangaPrzy okazji opisywania Bombay Bling! pisałam, że bardzo chciałabym znaleźć tańszy odpowiednik - coś równie radosnego, owocowego, letniego, i mocnego zarazem. Przez chwilę chciałam się zadowolić męskim Black XS L'Exces, ale już nie muszę. Marzenia się spełniają - Mango Manga całkowicie spełnia moje oczekiwania, wręcz je przekracza. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek kupię coś Montale.

I jeszcze na koniec uwaga natury ogólnej: powiem szczerze, że w sytuacji obecnego nasycenia rynku niszowego wartościowymi kompozycjami kwiatowo-owocowymi, nabywanie perfum z tego bardzo latem popularnego rodzaju w sieciówce jest po prostu grzechem. Nie znajdziecie tam nic o choćby zbliżonej jakości i pomyśle, nic, co będzie tak rewelacyjnie oddawać wakacyjny nastrój. A 50 ml Montale w Quality kosztuje 205 zł. Polecam zrobić ten interes sezonu.

Nuty: mango, pomarańcza, jaśmin Sambac, neroli, ylang-ylang, marokański oud, wetiwer, cedr, mech dębowy;
Rok powstania: 2005;
Zamieszał: jedyne nazwisko, które się pojawia, to Pierre Montale, ale jestem pełna wątpliwości, zwłaszcza wobec ostatniego szumu na temat tej firmy, i rozmaitych praw własności w niej.

Zdjęcia z serwisu Flickr na licencji creative commons:
http://www.flickr.com/photos/gatobito/3717103282/
http://www.flickr.com/photos/26838346@N03/2839258844/
http://www.flickr.com/photos/ciat/4370591453/

© CO W NOSIE KRĘCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci