Menu

CO W NOSIE KRĘCI

Blog o perfumach

Carthusia Lady

elve

carthusia LadyNie da się ukryć, że ta Pani ma wejście.

Zapach tuż po spryskaniu nim nadgarstka zadziwia śmiałością i mocą. Jest jasny, wibrujący zielenią i żółcią, zroszony czystymi aldehydami. Czuję się, jakbym zanurzyła całą twarz, aż po włosy, w mokrym bukiecie biało-zielonych kwiatów wyhodowanych nie na wodzie, lecz na rozpuszczalniku. Dziwaczne, ale jak to z dziwacznym bywa, interesujące uczucie. W takim otoczeniu ciężko wziąć więcej niż kilka oddechów, trzeba wystawić nos na czyste powietrze, bo inaczej woń przestaje się podobać, staje się natarczywa.

Na szczęście wokół świeżego powietrza jest pod dostatkiem.

Wkraczający dość szybko na scenę jaśmin zdecydowanie nie należy do ekscentrycznego, głośnego towarzystwa głowy. Jest wychowany w tradycyjnej rodzinie, która nie znosi nowinek edukacyjnych. Jaśminowe dziecię wyrosło zatem wyłącznie na słońcu i wodzie - a to jest dokładnie to, czego ten kwiat potrzebuje, by osiągnąć harmonijne piękno dojrzałej postaci i nie wzbudzać przy tym krztyny kontrowersji. Jednak jeden jaśmin wiosny nie czyni, postaci wprowadzone na samym początku są bardzo prominentne. Bergamotka w połączeniu z ylang ylang tworzy, jak się zdaje, zupełnie niezniszczalne kombo.

Bardzo lubię ylang ylang. To taka nośna nuta. Transportowiec wśród białych kwiatów: wyrazisty i zauważalny, jednocześnie dający dużo przestrzeni innym aktorom, i świetnie z nimi współgrający. Nie to, co uwielbiająca monodramy tuberoza na przykład.

Fazie wchodzenia w serce zapachu towarzyszy niespodziewany wybuch wilgoci - jakbyśmy nagle otworzyli drzwi do łaźni parowej, i do niej weszli. Kto pamięta Launges Profanes PG, temu może się skojarzyć - tam została przekroczona pewna granica, co zaowocowało powstaniem akordu trwałej ondulacji, tu czuć tylko czyste, wilgotne, buchające ciepłym oparem włosy.

A potem włosy te trafiają pod wielką, bębnową suszarę, z której bardzo powoli, pyłek po pyłku, osypuje się na nie irysowy puderek. Jego delikatny fiolet stopniowo gasi rozognione mandarynkowe rumieńce Lady. Oczywiście ylang ylang nie daje się przyprószyć - jest jak trwała, czerwona pomadka - kremowe, wyraziste, nadające wizerunek całej kompozycji. Stonowane chłodniejszymi, suchszymi nutami, nosi się wspaniale do samego końca.

Trwałość znakomita, aura spora, ogon - podobnie, projekcja na granicy obraźliwej. Podsumowując: chyba najbardziej noszalny ylang ylang jaki spotkałam. Wymagający, ale i wynagradzający zapach.

Nuty: cyklamen, bergamotka, ylang ylang, jaśmin, konwalia, irys, brzoskwinia, sandałowiec, paczula, białe piżmo;

© CO W NOSIE KRĘCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci