RichardDawkins.net

Locations of visitors to this page
Blog > Komentarze do wpisu

Królestwo powidoków - Max Mara Kashmina Touch

Dlaczego cała grupa zapachów jawi mi sie jako powidoki?
Bo nie są wyraźnym odwzorowaniem, lecz śladem promieniującego obiektu, śladem zatopionym w gęstej czerni zakniętych powiek. Śladem czasem niemal całkiem zwietrzałym, nie-widocznym ze względu na samą swą istotę - jak Molecule 01. Czasem są śladem naznaczonym jak Palisander, zostawiającym za sobą tłusty ogon, brązową aurę drewna. Czasem są wspomnieniem czegoś niemal przezroczystego, wtapiającego się negatywem w ciemne tło, zanikającego na nim - jak L'Antimatiere.

max mara kasmina touchKashmina Touch to król powidoków, najświeższy, najtrwalszy, w złocistej koronie. Jaki jest prawdziwy kolor obiektu? W kole barw po stronie przeciwnej złotu powinien znaleźć się fluorescencyjny fiolet, przypisany ISO E Super w wizji twórców Molekuł. Kashmina Touch to Molecule 01 w formie widzialnej, czuwalnej, okrzepnięte. Że nie o to chodzi, żeby czuć, lecz by (w moim przypadku bezskutecznie) łapać? Ależ nie, idzie o to, żeby można się było nimi cieszyć. Więc cieszę się - czystą chemią, gdyż nuty podano tu chyba tylko dla niepoznaki. Kompletnie nie czuje wyszczególnionych składników, tylko wyraziste wrażenie ciepła, zamszowości, cielesności. Jak rozgrzane powietrze nad piachem, drżące, realne jak woda. Kasmina Touch właściwie się nie rozwija, i słusznie, bo doskonałości nie powinno się ozdabiać. 

Nie bardzo wiem, czym tłumaczyć fenomen tego zapachu. Zakładam jego wyłącznie syntetyczne pochodzenie, więc mam do czynienia z samym "szkieletem" - i nigdy nie przypuszczałam, że takie gołe rusztowanie mi się spodoba, że coś kompletnie nienaturalnego tak czule do mnie przemówi. A mówi, szeptem i aksamitem. Nie ma w Kashminie bombastycznych zapowiedzi rodem z ulatujących molekuł, być może dlatego, że te cząstki latać jeszcze się nie nauczyły - to szare, puchate pisklęta kolibrów. Ciepłe, malutkie kłębuszki zamkniętego w małych przestrzeniach powietrza, moszczące się w gniazdku pełnym pierza, pianki poliuretanowej, kuleczek styropianu i innych izolatorów. Młode karmione ptasim mleczkiem i bitą śmietaną.

Jestem pewna, że Kashmina Touch przeminie bez echa, że się w żadnych annałach nie zapisze. Jednak okazuje się, że nawet taki maniak jak ja potrafi rozmiłowac się w czymś kompletnie nieprzełomowym. To daje nadzieję, że perfumy nigdy mi się nie znudzą. Nadzieję bardzo potrzebną osobie obserwującej wygasanie pasji, sztuczne ich podtrzymywanie i napędzanie, w końcu - oszukiwanie się.

Strasznie się cieszę, że znalazłam to cudo.

Nuty: cytryna, amaretto, wawrzynek, gorzka pomarańcza, cedr, piżmo, kaszmir.
Rok Powstania: 2008
Autor: Olivier Cresp

poniedziałek, 06 kwietnia 2009, elve

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do notki:
Komentarze
2009/05/05 19:01:01
Jak to nikt nie docenia Kashminy! Wypraszam sobie.
Elve, ja doceniam i zgadzam się w stu procentach, tylko mnie z kolei one przypominają Perły Lalique. Dla mnie to takie zapachy które raczej emitują konkretne drgania a nie zapach sam w sobie. Są zawsze na krawędzi postrzegania i drażnią się ze zmysłami. Zakochałam się w KT od pierwszego testu w Sephorze i było to moje zaskoczenie miesiąca. Są wspaniałe.
Jeśli Molekuły- których nie znam- grają w podobnym zespole, to chyba muszę je mieć.
-
2009/09/12 22:48:23
Emisja konkretnych drgań - tak, tak! To inny sposób na wyrażenie wrażenia powidoku. Coś nieoczywistego, na krawędzi postrzegania - dokładnie jak piszesz :)
Bałam się latem, że mi się znudziły, ale jak tylko zrobiło się chłodniej, jakoś magicznie się odnalazły i leżą jak ulał :)