Menu

CO W NOSIE KRĘCI

Blog o perfumach

Comme des Garcons Monocle Scent One Hinoki

elve

hinoki scent oneKoszmarnie długa nazwa, prawda? Aż prosi się o skrót, zostało nim oczywiście Hinoki, najbardziej charakterystyczny element tasiemca. Przez wielu został ochrzczony jako szósty z braci Incense, rzeczywiście ma z nimi sporo wspólnego - dużo drewna i kadzidła. Dla mnie jednak wystarczająco mocno odstaje, by go do tej - pełnej i skończonej - rodziny nie zapisywać.

Hinoki od samego początku jest głęboko, fanatycznie wręcz ascetyczny. Nuty stoją w równym szeregu, na rozkaz występując i cofając się o krok, do doskonałego szyku. Kompozycja najpierw wydała mi się kamionkowa, stabilna jak krągła, grubościenna miska z plamistego granitu, długo trzymająca niską temperaturę zawartości. Wzbudziła zaufanie, chłodna przyjemnym chłodem domu o grubych murach, opierającego się skwarowi lata. Pachniało w niej gorzką krzepkością rosnących na północy ziół. Niepostrzeżenie zwolniła nieco zimną dyscyplinę, pojawiło się cieplejsze tchnienie drewna - i wtem rozległ się syk. Kompletnie nie pasujący do surowego, ale graniczącego ze świętym krajobrazu zapachu. Hinoki niezauważalnie przekracza granicę szaleństwa, i granicę zła. Ten motyw często wykorzystuje się w horrorach: światło przybiera niebieski odcień, z ust bohaterów zaczyna wydobywać się para, włosy stają dęba na całym ciele, orkiestra smyczków dyszy w coraz wyższych rejestrach. Nagle czuję, jak zimny wiatr przeciska się przez nieszczelnie zbite deski sauny. Nie tak miało być! Czym innym jest z własnej woli wyjść z gorącego pudełka na letni deszcz, na pomost, zanurzyć się w jeziorze i siedząc bez ruchu czuć, jak cieniutka warstewka wody otaczająca ciało nagrzewa się pod jego wpływem, a czym innym zostać zdradziecko zaskoczonym podczas kojącego seansu, zaskoczonym kąsającym powiewem, w miejscu gdzie nie miał prawa się pojawić. Hinoki ma w sobie coś ponurego, dużo cienia, niekoniecznie tak neutralnego jak mi się na początku wydawało. Hsss... słyszę w Hinoki przeciągły, złowrogi świst. W miejscu, które miało być oazą niebiańskiego spokoju zgubiony pustelnik wciąga powietrze - cienką strużką, przez zęby.

Nuty: cyprys, terpentyna, kamfora, cedr, tymianek, sosna, gruzińskie drewno, kadzidło frankońskie, mech, wetiwer.

(www.monocle.com)

© CO W NOSIE KRĘCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci