Menu

CO W NOSIE KRĘCI

Blog o perfumach

Comme des Garcons Sequoia

elve

sequoia comme des garcons cdgW 2001 roku Comme des Garcons uraczyło świat perfumami z drugiej serii tematycznej: tym razem na quasi-alchemiczny stół wzięto kolor czerwony. I tak powstało pięć jego zapachowych interpretacji: Róża, Goździk, Palisander, Harissa oraz Sekwoja. Wszystkie są warte powąchania. Palisander ma oddaną rzeszę wielbicieli, dla mnie jest niezrozumiały, Rose jest różą, więc nie mogła mi się spodobać, Carnation i Harissa wypadają wyjątkowo oryginalnie, choć niekoniecznie nośnie.
Pozostaje Sequoia, która w moim wypadku okazała się cichym i niedocenionym zwycięzcą. Kupiłam ją kompletnie bez przekonania, tylko dlatego że akurat miałam okazję i nastrój, a teraz nie mogę się nadziwić, jak często po nią sięgam, i jak szybko jej ubywa. 

Gdyby drzewa nie tkwiły po pas w ziemi, Sequoia byłaby największym spośród nich drapieżnikiem. Jest w niej niedopowiedziana, przyczajona moc, podobna napięciu mięśni potężnego, polującego kota, zaszytego w trawach, ułamek sekundy przed skokiem na niczego nieświadomą ofiarę. Sequoia paruje drzewną, olbrzymią duszą, jak zwierzę dyszące w małej przestrzeni, niemal prosto w kark swemu przyszłemu pożywieniu. Nie wystrzela pod niebo w gwałtownej erupcji, nie jest monumentalna, raczej płoży się, za to po olbrzymiej połaci. Duchy przodków ścielą się po Nowym Świecie, niewidzialne, zwięzłe, wetkane w czasoprzestrzeń tak ściśle, że są jej integralną częścią. Właśnie tego typu organicznością wykazuje się Sequoia – niby niepozorna, kiedy już wrośnie w skórę, trudno ją wykorzenić, wydaje się odwieczna. Podobnie zadomawia się w mózgu nosiciela – odczuwam ją jako pozytywną, promieniejącą ciepłem aurę, plamę czerwieni o lekko zwichrzonych brzegach, i lubię ją w sobie. sequoia

Sama kompozycja nie jest przesadnie skomplikowana – to z początku rumowe, lekko rozochocone vertigo, od pierwszych nut stopniowo podbijane miękką, surowiczą drzewnością rodem spomiędzy słojów. Podoba mi się delikatna aseptyczność drzewnych wydzielin (oud?) i brak jakiegokolwiek flirtu z cukrowymi kryształami. Dzięki temu otrzymano zapach powściągliwy, drzewny, ale pozbawiony charakterystycznej, lepkiej żywiczności. Trwałość jest doskonała, ale należy nie spodziewać się efektu warkocza – to raczej przytłumione, buzujące halo. 

Nuty: kalifornijska sekwoja, czerwony rum (morderczy), opoponaks, gwinejskie karo-korunde, chiński oud, mahoń.

© CO W NOSIE KRĘCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci