Menu

CO W NOSIE KRĘCI

Blog o perfumach

Christian Dior Midnight Poison

elve

Midnight PoisonDawno miałam napisać o najnowszej truciźnie Diora, w końcu premiera miała miejsce już jakieś 2 miesiące temu. Najpierw ciężko mi było wyrwać się z domu, by w spokoju potestować, a kiedy w końcu udało się, z nietęgą miną skonstatowałam, że pierwsze recenzje nie kłamały - i że trudno o Midnight Poison napisać cokolwiek. Czekałam na zmiany pH skóry, oziębienie na dworze - i test za każdym razem wypadał tak samo.

Wbrew zapowiedziom najnowszy Poison nie jest ani tajemniczy, ani mroczny, ani gotycki. Książę, który poleciałby na ten zapach na "nowoczesnym Kopciuszku" musiałby być totalnym mydłkiem, księciuniem raczej.
MP niemrawo przysiada na skórze, cytrusy, które zwykle eksplodują w nutach głowy, tu snują się niepocieszone, szybko ustępując miejsca rasowo skwaśniałej róży. Ech, marzył mi się kwiat o granatowych, aksamitnych płatkach, w mroku dzierżący tajemnicę - co sugerował bajeczny kolor flakonu. Oczywiście TEJ róży tam nie ma. Paczula też występuje raczej w składzie, w płynie jest nieznośnie uładzona, a może to znów ambra przykrywa ją swym całunem, tym razem doszczętnie? Najbardziej w Midnight Poison podoba mi się baza, dystyngowana i słodko wtulona w skórę jak nieśmiały, pierwszy pocałunek. Generalnie jednak zapach zawodzi na całej linii. Najbardziej razi mnie w nim brak jakiejkolwiek aury, stłumienie. Wiele można zarzucić wcześniejszym Truciznom, ale nie brak emanacji. Ostatnia z szeregu się wyłamuje.

Na koniec uwaga natury bardziej ogólnej: każdy kolejny Poison - może poza Tendre, który pojawił się w czasach prehistorii mojego zapachowego hobby, więc oceniać go jako nowości nie mogłam - był dla mnie niemiłą niespodzianką, zderzeniem dużych oczekiwań z miałką rzeczywistością. Co ciekawe, z czasem nieudane premiery zyskiwały w moich oczach, i obecnie doceniam zarówno Hypnotic (swego czasu miałam dwa flakony i nosiłam z przyjemnością) jak i Pure (co jest w ogóle ewenementem - to niemożliwe, że podoba mi się jaśmin w jakiejkolwiek odsłonie). Zastanawia mnie, czy podobną ewolucję w mojej głowie przejdzie Midnight, i nie mogę się opędzić od myśli, że jeśli tak, jeśli za kilka lat powiem, że ma w sobie "coś", co wyróżnia go z zalewu sephorowców, będzie to dowodzić jedynie upadku perfumiarskiego rynku masowego. Zapisuję tę myśl, może ją tu kiedyś znajdę, czarno na białym.

Nuty: mandarynka, bergamotka, róża, ambra, paczula, wanilia.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • flugufrelsarinn

    z oceną nowej trucizny zgadzam się niestety całkowicie...uwielbiam Pure(zapach mojej mamy)a całą reszta jest ehhh,no nie wiem..."lekko niedorobiona"?a na pewno przereklamowana,po twórcy mojego ukochanego Dune zawsze jednak spodziewam się czegoś wielkiego,niesłusznie może..pozdrówka dla twórczyni mojego ulubionego bloga perfumiarskiego;-)

© CO W NOSIE KRĘCI
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci